Technologia

Nowe etykiety energetyczne – czy klasa F to "pożeracz prądu"?

Wchodzisz do sklepu, patrzysz na lodówkę i widzisz wielką literę "F" na czerwonym tle. Twoja pierwsza myśl? "To musi zużywać mnóstwo prądu!". Spokojnie. Od czasu reformy etykiet energetycznych w UE, zmieniła się skala, a nie same urządzenia. To, co kiedyś było A+, dziś może być F. Jak się w tym połapać?

Dlaczego zniknęły plusy?

System A+++, A++ stał się nieczytelny. Technologia poszła tak do przodu, że w zasadzie nie było już sprzętów w klasach B czy C. Dlatego Unia Europejska postanowiła "zresetować" skalę. Wróciły proste oznaczenia od A do G. To jednak sprawiło, że wiele doskonałych urządzeń "spadło" do niższych klas wizualnie, choć technicznie są tak samo oszczędne jak wcześniej.

Jak czytać nowe oznaczenia?

  • Klasa A: Zarezerwowana dla absolutnie najbardziej innowacyjnych technologii przyszłości. Obecnie niewiele sprzętów ją spełnia.
  • Klasa B i C: To dzisiejsze "premium". Sprzęt bardzo oszczędny.
  • Klasa D, E, F: To standard rynkowy. Dawne A+ i A++. To nadal dobry, energooszczędny sprzęt!

Kod QR prawdę Ci powie

Każda nowa etykieta ma w prawym górnym rogu kod QR. Zeskanuj go smartfonem! Przeniesie Cię do bazy EPREL, gdzie znajdziesz szczegółowe dane techniczne modelu, których nie ma na naklejce.

Liczy się zużycie roczne (kWh), a nie litera!

Nie patrz tylko na kolor paska. Spójrz na wartość "kWh/annum" (rocznie) lub na 100 cykli. Przemnóż to przez aktualną cenę prądu (ok. 1 zł za 1 kWh). Często różnica między klasą C a E to zaledwie 20-30 zł rocznie. Czy warto dopłacać 1000 zł do lodówki, by zaoszczędzić 30 zł rocznie?

Podsumowanie

Nie bój się klas E czy F w nowych zmywarkach i lodówkach. To nadal nowoczesne urządzenia, które zużywają znacznie mniej prądu niż Twój stary, 10-letni sprzęt. Kupując w outlecie, często trafiasz na modele, które mają świetny stosunek ceny do realnego zużycia energii.